„Szubienice” niezgody – felieton Antoniego Górskiego

W październiku, z inicjatywy Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie odbyła się „Debata”, szumnie nazwana „konferencją naukową”, o losie, popularnie nazywanych przez Olsztynian, „szubienic.

Jeszcze tyle zakłamania i hipokryzji w jednym miejscu i czasie nie zdarzyło się do tej pory. Pan redaktor Adam Socha znowu nakłamał, tak jak i wszyscy prelegenci, o Dunikowskim, rzekomym autorze pomnika. Zarówno Dunikowski jak i Olsztyński Komitet Budowy nie miał nic do powiedzenia w sprawie pomnika. O wszystkim decydowała tzw. Komisja Ministerialna.[1] Dunikowski tylko sygnował „dzieło” swoim podpisem, zapewne przy „wódzie”, jak to u towarzyszy bywało w zwyczaju. W rzeczywistości pomnik samym sobie wystawili „sowieci” – Moczar, właściwie Mykoła Demko, sowiet z krwi i kości.

Sprawozdanie pana Sochy jest pewnie rzetelne, bo „Debata” jest zgodna z jego linią obrony sowieckiego/rosyjskiego przeżytku: „…pomnik należy pozostawić, ale konieczne jest obudowanie go wiedzą historyczną, stworzenie wokół niego programu edukacyjnego”. A to dobre sobie! O rabunkach, mordach i gwałtach, co by poglądowo współgrało z genderową edukacją seksualną dzieci? Mając na uwadze „wyczyny” Armii Czerwonej nawet Rosja Sowiecka szybko się od niej odcięła, by „czerwonych bojców” z nią nie kojarzono i już w 1946 roku zmieniła nazwę na „Armia Radziecka”. Przykre, że z takim obłędnym pomysłem występuje również prezes „Świętej Warmii” bezczeszcząc Świętą Ziemię. Powstaje tu pytanie i zarazem obawa, czy ta „edukacja” dalej nie byłaby zakłamana? A jeśli miałaby być opisana prawda, to jak gorący zwolennicy dobrych stosunków z Rosją i otwarcia się na Obwód Kaliningradzki układaliby się z Władimirem Putinem, też przecież gorącym fanem Armii Czerwonej? Czy „obrońcy” „stauji” nie „gonią w piętkę”?

Uważają, że pozbycie się „wybitnego” „dzieła” „wybitnego rzeźbiarza” byłoby „barbarzyństwem”. A gdyby stał tu Pomnik Wdzięczności Armii Niemieckiej, to usunięcie go też byłoby barbarzyństwem? Czy międzynarodowy socjalizm jest lepszy od narodowego socjalizmu? Jedyny głos rozsądku wskazywał na potrzebę odróżnienia ofiary od najeźdźcy. Wbrew temu co głoszą towarzysze typu Czarzastego, gdyby Armia Czerwona nie wbiła nam zdradziecko noża w plecy (a po wojnie obłudny TPPR) przyjaźniąc się z Hitlerem, to nie byłoby Auschwitz i nie musieliby ginąć nas „wyzwalając”. Niestety, raczej „stety”, jak to między bandytami bywa, dawni przyjaciele pożarli się ze sobą i jeden został unicestwiony, a drugi, tym razem niestety, urósł w potęgę. Zachodowi też wyczerpanemu wojną nie chciało się już „zajmować” „Związkiem Sowieckim”.

„Wybitny” artysta, gdyby miał resztki honoru i nie był peerelowskim, i moskiewskim sługusem („pracował nad projektem Lenina i Stalina”) nie stworzyłby takiego „dzieła”. Przy tym na jednym wdechu przyznają, że w zamiarze i praktyce został wzniesiony, „by składać hołd okupantowi”. To właśnie wschodnim barbarzyńcom, rabom jest wszystko jedno kogo czczą, byleby „wpieriod”. Wolne Narody zawsze burzyły pomniki swoich okupantów. A poza tym nie trzeba dużej inwencji artystycznej przy projekcie „wartościowego” dzieła, by skopiować swój pomnik z Góry Św. Anny. Każdy mógłby to zrobić, tym bardziej za 4 000 000 ówczesnych złotych „w łapę” (pracownik kolejowy – 1 000 zł/miesiąc). „Kasa misiu, kasa”!

Głupszego i pokrętniejszego argumentu faryzeuszy, że Ktoś wyrzuca złe duchy w imię Belzebuba[2] to w dziejach ludzkości nie było. Po tym to już nic mnie nie zdziwi, jak chociażby argument, że „czerwonoarmiejec” patrzy na kościół i „prosi o chrzest i przebaczenie” . Taki prawosławny ateista!?

Jeden „się wychylił” i podniósł argument, że „Armia Czerwona stanowiła ochronę miejscowej ludności przed szabrownikami”[sic!]. Popatrzcie no! Tacy „prawosławni ateiści” a znali przykazanie boskie: „7 – nie kradnij, bo nie znoszę konkurencji”!

Kuriozalny pomysł jest też ze stworzeniem parku, czy skansenu w środku pięknego miasta. No jasne! Szubienice już są, w zlikwidowanym areszcie zrobić „Aleję Szucha”, a w Urzędzie Marszałkowskim Gestapo – już tam było. Dobrze, że nikt nie wspomniał o gwiazdeczkach towarzysza Grzymowicza.

Mówiono też o niszczeniu lub też zmienianiu głów posągom („od antyku po Rewolucję francuską – raczej antyfrancuską), w zależności od zmieniających się władców, jako o „atawistycznych odruchach”. A zmienienie oprawy i wydźwięku statui nie byłoby zmianą „głowy” – atawistycznym odruchem, pozwalającym „zobaczyć bardzo piękną [szubieniczną?] i interesującą formę”?

Koronny argument: „ zachować pomnik jako miejsce niekończącej się dyskusji”. Niestety „czerwona zaraza” pozostawiła w Polsce ogniska zapalne w postaci towarzyszy komunistów, tzw. POPów – pełniących obowiązki Polaków. „Komunizm rosyjski był antycarski, antydemokratyczny – nie był jednak antyrosyjski. Komunizm „polski” nigdy nie był polski – zawsze był antypolski” – to słowa Pułkownika Ignacego Matuszewskiego, polskiego Bohatera Narodowego.[3] No i o to chodzi. Wiadomo jak „Polacy” dyskutują: wojna polsko-polskokomunistyczna gotowa! Komu zależy, aby w Polsce był zamęt? Właśnie tylko w taki sposób można utrzymać „nieodpowiedzialnych” „Polaczków” w karbach, bo inaczej się nie da.

Oczywiście, jak przy wszystkich tematach, „ni z gruszki, ni z pietruszki” pojawiła się „kwestia żydowska”. „Przedsiębiorstwo Holokaust” musi robić interes, gdzie się tylko okazja nadarzy.[4] Broniąc Armii Czerwonej, prelegentka „przypomniała” o polskim („nie byli lepsi od Armii Czerwonej”) pogromie Żydów we Lwowie w 1918 roku. Trzeba się temu zdarzeniu przyjrzeć dokładniej, ale czy aby nie była to taka sama sytuacja jak w Jedwabnem, gdzie niemiecką zbrodnię przypisano Polakom; albo w pogromie kieleckim 1946 roku, sprowokowanym przez mieszkańców, ale i LWP, KBW oraz MO, kiedy w ówczesnym aparacie ucisku PRLu „pracowało” 80% Żydów? Żydzi nigdy nie asymilowali się z Polakami (jeden Berek Joselewicz „wiosny nie czyni”). Woleli cara i innych zaborców, bolszewików, a w pierwszych kilkunastu miesiącach II wojny światowej – Niemców, z którymi żyli w ścisłej symbiozie. Zamykali się dobrowolnie i ochoczo w gettach na swój koszt, rojąc sobie o autonomii, której w 1918 roku nie dali im Polacy. Jaką „autonomię” dali im Niemcy to przekonali się dopiero po 1942 roku, po „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”. To Polacy w pierwszych dniach wojny, aby poprawić swój los, zakładali sobie opaski z gwiazdą Dawida.[5] Żydom Żydzi zgotowali taki los (wydawali, zabijali, okradali swoich – inna sprawa, że w niemieckiej armii służyło kilkunastu generałów, nie licząc innych żołnierzy Żydów)[6]. Że później zachowało się ich tysiące to dzięki Polakom.

Zadziwiający jest splot wątków: żydowskiego, komunistycznego i nazistowskiego. Chcąco, niechcąco przypomnieli o haśle „żydokomuna”. I tu trzeba byłoby te przewrotne lobby właściwie nazwać „żydo-nazi-komuną”. Czy Żyd musi być synonimem kłamstwa? No i jestem antysemitą, bo nie lubię Grossa (ang. obrzydliwy), Hartmana, Michnika (jego brata Stefana – mordercę sądowego)! A to oni są całym Izraelem!? … To nie ja zacząłem temat żydowski. Chcieliście? To macie!

Te wszystkie pomysły na zachowanie sowieckiego ścierwa to nie tylko bezdenna głupota – to przede wszystkim rozbijacka robota.

Przestrzegam również zwolenników pozbycia się tej „statuji” przed nieprzemyślanymi działaniami, jak przeniesieniem jej na cmentarz sowiecki, bo … „tam i tak pełno sierpów i młotów”. To chcecie własnymi rękami jeszcze ich dokładać? Najlepszym rozwiązaniem dla fanów Dunikowskiego byłaby Królikarnia, a najlepiej Kozłówka lub Borne Sulinowo.

Proszę nie robić też takich błędów, jak mylenie Armii Czerwonej z Armią Radziecką, bo potem nic dziwnego, że wojewoda przegrywa w WSA sprawę o dekomunizację.

Dopóki będzie istniał symbol zniewolenia Polaków dopóty znajdą się „obrońcy” „dobrego” imienia zbrodniczej Armii Czerwonej i będzie niezgoda między Polakami.

Antoni Górski

[1] Komunikaty Mazursko-Warmińskie, 1998, nr3(221), Ryszard Tomkiewicz, Kulisy powstania w Olsztynie Pomnika Wdzięczności dla Armii Radzieckiej (str. 405);
„Prawa do ostatecznych decyzji o kształcie artystycznym pomnika nie miał zagwarantowanych ani Dunikowski, ani też olsztyński Komitet Budowy Pomnika. Wyglądem monumentu żywo interesowali się przedstawiciele Ministerstw a Kultury i Sztuki, zwani w dokumentach Komisją Ministerialną. Zainteresowanie to nie kończyło się jednak na sugestiach, ale było jawnym ingerowaniem w ostateczny kształt artystyczny pomnika.”
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Komunikaty_Mazursko_Warminskie/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1998-t-n3/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1998-t-n3-s395-416/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1998-t-n3-s395-416.pdf
[2] Mt 12,14;
[3] https://niezalezna.pl/89655-polski-komunizm-przypominamy-artykul-plk-matuszewskiego-z-czerwca-1946-r
[4] N. G. Finkelstein, The Holocaust Industry. Reflections on the Exploitation of Jewish Suffering, Verso Books, London 2000 (dwa kolejne wznowienia w 2001 i 2003 r.). https://ruchbiblijny.pl/ebook/holokaust.pdf
[5] W. Sumliński, E. Kurek, T. Budzyński – „Powrót do Jedwabnego”, WSR Warszawa 2019.
[6] Roman Brandstaeter (Żyd), „Dzień gniewu” 1962r.

Komentarzy: 1 "„Szubienice” niezgody – felieton Antoniego Górskiego"

  1. Antoni Górski | 7 grudnia 2019 o 14:12 | Odpowiedz

    W dopełnieniu: Przeniesienie Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej na cmentarz „sowiecki” byłoby przyznaniem, że wszyscy żołnierze rosyjscy (a byli podobno też dobrzy) są jednakowo warci zbrodniczej Armii Czerwonej.

Skomentuj tekst

Adres e-mail nie będzie opublikowany (pozostaje do wiadomości serwisu)


*


Zabezpieczenie antyspamowe:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Pytania Posła Jerzego Szmita w sprawach bieżących na forum Sejmu:

Powrót na górę strony
%d bloggers like this: