Smoleńsk Jacka Adamasa

Niezależność artystyczna ma swoją cenę – jest nią marginalizacja, artystyczne nieistnienie, da się ją określić również w złotówkach. To los nie tylko zbuntowanych plastyków malarzy i rzeźbiarzy, ale także znanych, czołowych niegdyś aktorów, piosenkarzy, którzy w imię prawdy podjęli ryzyko drogi pod prąd, przeciw propagandzie władzy, płacąc za to marginalizacją i złamaną karierą. Tak było za komuny, tak jest i dzisiaj.

Jeszcze nikt nie wiedział, co się stało, wszyscy byliśmy w szoku i w żałobie, kiedy w południe 10 kwietnia 2010 r. Jacek Adamas, artysta rzeźbiarz, performer, absolwent awangardowej, libertyńskiej pracowni „Kowalnia” na warszawskiej ASP, wystawił przed Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie kilkanaście stalowych czarnych tarcz strzelniczych w kształcie ludzkich figur ze śladami pocisków na blasze. To byli „żałobnicy”, ale w profetycznym akcie artysty – byli to również ludzie rozstrzelani. Wtedy, w tych pierwszych godzinach po katastrofie, skojarzenie z Katyniem było oczywiste.

Artysta zawiadomił o fakcie ustawienia „żałobników” przed CSW Dorotę Jarecką z „Gazety Wyborczej” i Artura Żmijewskiego, swojego kolegę z pracowni i czołowego przedstawiciela nurtu sztuki zwanej krytyczną, rejestrującego żałobę warszawiaków kamerą. Odzewu nie było, a następnego dnia (ponoć po interwencji pracowników i kuratorów u dyrekcji CSW) tarcze zostały ukryte. Pozostać miała tylko czarna flaga.

Protest poprzez sztukę

Tego samego roku, kiedy oddano śledztwo w ręce Rosjan i widać już było, jaki jest kierunek postsmoleńskiej polityki rządu Donalda Tuska, artysta zrobił jednoznaczną w swojej wymowie ruchomą rzeźbę TU-SK 154 M. Pokazywał ten przedziwny samolot w różnych publicznych miejscach, takich jak np. olsztyński oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Na wystawie „THYMOS. Sztuka gniewu 1900–2011” zorganizowanej w 2011 r. w Toruniu częścią posmoleńskiego gniewu były rzeźba-instalacja Jacka Adamasa TU-SK 154 M i film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Krzyż”.

Spowodowało to wycofanie się z imprezy wielu czołowych artystów, mających pretensję do jej kuratora Kazimierza Piotrowskiego o to, że nie w takiej wystawie mieli brać udział.

W galerii CSW w Bytomiu w 2012 r. jako protest przeciwko grze, która była prowadzona w związku ze Smoleńskiem, Adamas pierwszy raz wystawił pracę „Smoleńskie puzzle”, nawiązując do prostej i czytelnej układanki. Z jej elementów można ułożyć fragment rozbitej maszyny.

Artysta dowodzi, że jako obywatele jesteśmy przez państwo i jego najwyższych przedstawicieli używani jak puzzle bądź pionki. „Jako obywatel jestem tym zdruzgotany i sztuką protestuję” – komentował swoje działanie.

W wywiadzie dla „New York Timesa” w 2013 r. powiedział, że nie był w stanie znaleźć galerii ani muzeum, które zgodziłyby się wyświetlić montaż jego stalowych czarnych rzeźb ludzkich figur ze śladami pocisków na piersiach, sugerujących, że katastrofa smoleńska była zamachem. „Bycie artystą polega na uczciwości, a w obecnym dyskursie polskiej sztuki nie wolno mi być szczerym” – mówił w wywiadzie Adamas.

Garb losu

Zastanawia brak reakcji czołowych artystów nurtu sztuki krytycznej, „okupujących” od ponad 20 lat najważniejsze galerie w kraju, na największe po II wojnie traumatyczne doświadczenie Polaków. Niekiedy ich postawa zdaje się udawaniem, że niczego nie dostrzegają. Zastanawiające jest w ogóle zjawisko nieistnienia polskich dziejów w sztuce po 1989 r. Wyjątek stanowią tu prace Jerzego Kaliny, np. instalacja „Żadnych marzeń” powstała z okazji 150. rocznicy Powstania Styczniowego, czy malarza Edwarda Dwurnika, autora cyklu „Droga na Wschód”. Prace znajdujące dla siebie miejsce w galeriach podejmują najczęściej następujące tematy: ciało, opresja państwa, Kościół, niedola odmieńców i wykluczonych, problem tożsamości i płci, Holokaust. Żaden z artystów nie ukazuje natomiast polskiej historii.

Poruszająca twórczość francuskiego artysty Christiana Boltańskiego czy niemieckiego malarza Jorga Immendorffa pokazują, że można językiem współczesnej sztuki mówić o rzeczach ważnych i najważniejszych. Można – jeśli się chce. Czyżby na taką naszą postawę wpływała pedagogika wstydu, w której jesteśmy od 25 lat wychowywani. Agnieszka Sabor wypowiadała się na ten temat w „Rzeczpospolitej”: „ […] Wszyscy powtarzamy przecież: polskość to przede wszystkim garb, który z trudem i poczuciem wstydu trzeba nosić na grzbiecie […] ” – polskość dokonała takiego spustoszenia w umysłach, że plastyka odwrócona jest od polskości, a niezależni przecież i wolni artyści, także kuratorzy wystaw, są poddani wewnętrznej cenzurze skłaniającej do milczenia

Jacek Lilpop

Tekst ukazał się w periodyku „Sztuka krytyczna”, Numer 967 – 17.11.2014

Komentuj "Smoleńsk Jacka Adamasa"

Skomentuj tekst

Adres e-mail nie będzie opublikowany (pozostaje do wiadomości serwisu)


*


Zabezpieczenie antyspamowe:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Powrót na górę strony
%d bloggers like this: