Legutko zwraca uwagę na to, że przepisy dotyczące procesu głosowania zostały doprecyzowane praktycznie w ostatniej chwili. Europosłowie poznali je zaledwie kilkanaście godzin przed samym głosowaniem.

Współprzewodniczący EKR przypomina, że głosy wstrzymujące nie były uwzględniane w ostatecznym rozrachunku, a gdyby tak się stało, Ryszard Czarnecki zachowałby swoją funkcję.

Ryszard Legutko nie ma wątpliwości, że decyzja Parlamentu Europejskiego to zły prognostyk na przyszłość.

– Może to oznaczać, że w przyszłości duże grupy polityczne będą wyciągały wypowiedzi posłów i decydowały selektywnie, co jest dobre, a co złe

– tłumaczy europoseł PiS.

Jednocześnie Ryszard Legutko podkreśla, że jego zdaniem wypowiedzi Róży Thun „wielokrotnie były znacznie bardziej bezwzględne, ale nie została ona za nie ukarana”.

– Parlament Europejski stworzył bardzo niedobry precedens polegający na tym, że można ukarać europosła za wypowiedzi padające wewnątrz własnego kraju. Po raz pierwszy doszło do odwołania polityka z jego funkcji w europarlamencie z powodu sporu z innym politykiem

– wskazuje prof. Legutko.

Źródło: Niezalezna.pl

* * *

Przypomnijmy, że procedurę odwołania Ryszarda Czarneckiego wszczęto po tym jak ostro skrytykował występ europosłanki Róży Thun (PO) w materiale szkalującym Polskę, który był przygotowany dla niemieckiej telewizji. Zapowiedź odwołania Czarneckiego spotkała się z żywiołową reakcją polskiej opinii publicznej. Założono m.in. bijący rekordy popularności fanpage na jednym z portali społecznościowych. Do akcji włączyli także się działacze Forum Młodych PiS z Olsztyna. Niestety… „demokracja w stylu europejskim” kolejny raz zatriumfowała…